I żywy stąd nie wyjdzie nikt....
autor: Hudini
|
 |
Kibel Kibel |
 |
Zejscie do BW
|
|
|
… to schodzimy… łatwo powiedzieć, ciuchy mokre, palce coraz sztywniejsze, a tu te ch****e zjazdy, a my mamy zdjąć poręczówkę? „Ha ha”, myślę sobie, co powiem właścicielowi, ech, przecież tę pogodę widać i na dole. Nie będę nikogo narażał za cenę zdjęcia poręczy. Pierwsza zjeżdża Kaśka, już 10 metrów niżej nie widzę jej, śnieg sypie coraz bardziej, ogólnie mówiąc ch****a. Gdy dojeżdżam do dolnego stanowiska, widzę dwie zasypane śniegiem osoby z pytaniem wyrysowanym na twarzy: czemu tak długo? Kolejny zjazd, dojeżdżamy do wypłaszczenia grani. Tomek znajduje swój czekanomłotek, który wypadł mu z plecaka dwie godziny wcześniej. Idziemy ostrzem grani zataczając się pod naporem wiatru, powoli wyłania się kolejne stanowisko, lina jest sztywna jak drut, ale jakoś dojeżdżamy na dół.
Teraz tylko dojście do „dwójki”, w kopnym śniegu idzie się cholernie trudno, od jakiegoś czasu przestaje zwracać uwagę, że co chwila trzęsę się jak galaretka, to dobrze, myślę, mam jeszcze czucie.
Dochodzimy do namiotu, teraz szybka decyzja, „s*********y stąd!” Pakujemy namiot, teraz juz tylko bariera seraków, którą przy dobrej pogodzie mija się dochodząc do namiotów jedynki w godzinę – marzenie. Kopiemy się w śniegu i natychmiast gubimy drogę. Idziemy jak kto może, ja zjeżdżam na dupie, ten sposób nie jest bezpieczny jak myśleć o lawinach, ale nie wpakuję się w żadną szczelinę. Reszta robi podobnie, z marnym skutkiem, Kaśkę zabetonowało, Tomek zgubił namiot, ten poturlał się dokładnie na serak. Czekamy aż Kaśka się odkopie, czekamy, czas mija, Kaśkę szlak trafia, nas też, w końcu pękam, „ długo tak k***a będziemy czekać???” Mała wymiana słów i epitetów, idziemy dalej… dochodzimy do lodowca, „jedynka” na wyciągnięcie ręki, tylko gdzie?
Widoczność-brak, my-przemoknięci, przemarznięci, marzenie-suchy śpiwór. Idziemy, tylko gdzie? Chodzimy po lodowcu jak pijani, zupełnie nie trzymamy nawet kierunku. Dochodzimy do miejsca gdzie powinna być jedynka, nie ma, idziemy dalej, znowu za blisko ściany, dalej, jesteśmy w miejscu gdzie dalej się nie da, Kaśka wpada w każdą szczelinę, ona idzie pierwsza, jest najlżejsza.
Mamy namiot z „dwójki”, jeden mokry śpiwór-szybka decyzja, kiblujemy tu do wieczora, gdy zrobi się ciemno i zimno, idziemy dalej, na pewno będzie lepsza pogoda. Siedzimy we trójkę w dwu osobowym namiocie szturmowym, wszystko mokre, nie ma co jeść, więc nie oszczędzam gazu, grzeje namiot. O 21.00 budzimy się w letargu, ktoś wystawia głowę z namiotu, widoczność-zero, krzyczy- nic. Smutna prawda- to będzie ciężka noc.W nocy było zimno, bardzo, ale jakoś to będzie, każdy tak sobie mówi
Wiążemy się pięćdziesiątką, idę pierwszy, śnieg trzyma, wpadam chyba tylko raz po kolano, wychodzę na całą długość liny. Na chwilę chmury rozstępują się, 50 metrów dalej widzę namioty, radość…pierwsza myśl „k***a! kibel 100metrów od „jedynki”, pięknie k***a pięknie…”
Komentarze
- Bedzie jakaś relacja? - Miki ()
czy może zamierzacie poprzestać na twórczości artystycznej? Bo \"I ztywy stąd nei wyjdzie nikt...\" zdaje się czytałem w którychś \"Górach\" czy \"MG\", ale pamiętam, że miałem nadzieję na więcej szczegółów tutaj :) - to wszystko??? - Maja ()
- żołnierz - Wiktor (teletu)
Dodaj komentarz